h1

Bezpieczeństwo w samochodzie a SMS-y

październik 19, 2009

Nie pisz SMS-ów jadąc

Film przestrzegający przed pisaniem SMS-ów w czasie jazdy samochodem początkowo skierowany był tylko do nastolatków w zakątku południowej Walii. Ku zaskoczeniu samych autorów – po kilku tygodniach stał się on jednak internetowym hitem i zdołał wywołać debatę na temat bezpieczeństwa drogowego w wielu krajach. Całe przedsięwzięcie kosztowało policję w hrabstwie Gwent w południowej Walii zaledwie kilka tysięcy funtów! W rolach głównych wystąpili aktorzy amatorzy, a sam film został stworzony na użytek szkół, gdzie miał pokazywać, jak kończy się używanie telefonu w czasie jazdy samochodem. Pierwszy trzydziestominutowy seans planowany był na jesieni w BBC Wales.


Krótki, czterominutowy fragment materiału, który dla swoich przyjaciół zamieścił w Internecie reżyser, Peter Watkins-Hughes, niespodziewanie stał się jednym z popularniejszych virali i robi zawrotną karierę na całym świecie. Ma w tej chwili prawie 7 mln odsłon w różnych serwisach (zgodnie z danymi z Viral Video Chart), z czego na YouTube ponad 2 mln.

W USA, gdzie używanie telefonów komórkowych w czasie jazdy jest w wielu stanach karane, wywołał on w mediach wielką debatę. Był omawiany w największych gazetach i stacjach telewizyjnych, a amerykański guru marketingu Donny Deutsch uznał go za jedno z najlepszych dokonań z gatunku public information film (PIF) w historii.

Tego rodzaju obrazy (ich amerykański odpowiednik to public service announcement – PSA) powstają na zamówienie władz i emitowane są w telewizyjnych przerwach reklamowych. Ich celem jest poruszanie ważnych społecznie kwestii i informowanie ludzi, jak powinni zachować się w trudnych sytuacjach.

Tytuł filmu – „Cow”, to zarazem nick jego głównej bohaterki, siedemnastolatki Cassie Cowan. Historia, rozpoczynająca się od radosnych dziewczęcych przekomarzań przy pisaniu SMS-a za kierownicą, ma tragiczny i naprawdę wstrząsający ciąg dalszy.

Wywołać w widzach szok i dobitnie uprzytomnić im zagrożenia związane z nieodpowiedzialnym zachowaniem na drodze – to cel zarówno tego, jak i wielu podobnych mu filmów. Z myślą o tym nakręcono już setki dramatycznych scen, chociażby w kampaniach nawołujących do zapinania pasów bezpieczeństwa. Wiele tego typu obrazów obejrzeliśmy również w Polsce (ostatnio np. w akcji „Użyj wyobraźni”).

„Cow” jest o wiele dłuższy niż dotychczasowe filmy, ma rozbudowaną fabułę. Pamiętajmy, że czterominutowy materiał znany z Internetu jest tylko częścią całej historii, a i tak dobrze oddaje wrażenie niekończącego się koszmaru, w jaki zamienia się życie kierowcy, który ocalał w spowodowanym przez siebie wypadku.

Obraz zdaje się łączyć w sobie cechy typowych filmów z kampanii społecznych (mocne, ukazane w nieco zwolnionym tempie sceny samego wypadku) oraz filmów kinowych (np. ujęcie z kamery umieszczonej wewnątrz samochodu, skierowanej na pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka). Tym, co chyba jednak szczególnie go wyróżnia, jest ogromny naturalizm scen po kraksie.

Nie ma tu tła muzycznego, które, choć często wzmaga dramatyzm obrazu, także częściowo go odrealnia. Nie stosuje się zbyt wielu cięć i innych zabiegów, narracja jest niemalże sekwencyjna. Skutki katastrofy poznajemy stopniowo, w całej ich bezlitosnej dosłowności. Przejmujące sceny prób ratowania ofiar, dramat osieroconej dziewczynki, nieświadomej jeszcze okrutnej prawdy, oczy kilkumiesięcznego, prawdopodobnie martwego już dziecka – te widoki rzeczywiście trudno wymazać z pamięci.

To surowa relacja, która obnaża choćby przerażającą „zwykłość” ludzkiej śmierci (w typowych kreacjach zwykle przynajmniej trochę monumentalizowanej), a jednocześnie ukazuje, jak zatrważająco łatwo i szybko może zmienić się również nasza rzeczywistość – z pogodnej (niekiedy zbyt beztroskiej) codzienności w koszmar.

Dodaj komentarz